Wiosennie po świętach

Święta, święta a po …

Święta, święta a po świętach został mi tłuszczyk. Niestety nie w lodówce tylko na ciele, więc nie jest tak łatwo się go pozbyć. Dziś pogoda przednia, niebo lazurowe, aż chciałoby się wskoczyć w dres i iść pobiegać, tyle że ja biegać nie lubię odkąd mam problemy z kręgosłupem. Ale coś z sobą zrobić trzeba. Może więc jakieś mniej obciążające ćwiczenia na świeżym powietrzu, albo chociaż przy otwartym oknie… Trzeba, koniecznie trzeba, bo tak już mam, że każdy dodatkowy kilogram odczuwam i jakoś tak mi ciężko i nieprzyjemnie. A najgorsze jak człowiekowi ciasno we własnych ciuchach; wtedy dochodzi dodatkowy dyskomfort, więc nie ma bata, trzeba wrócić do wcześniejszej wagi, która co prawdy daleka była top modelkom, ale stanowiła złoty środek pomiędzy tym co by się chciało mieć, a tym co można biorąc pod uwagę uwielbienie dla jedzonka.

Dziś sąsiadka mówiła, że jej krokusy i narcyzy zakiełkowały. I znów zamieszanie w pogodzie i wiosna w styczniu…