Przedświątecznie

Ponieważ krótko pracuję, w tym roku urlopu przedświątecznego nie będzie. Ale wszystko sobie przemyślałam i rozplanowałam. Rodzinie zostawiam porządki 🙂 a sobie przygotowanie posiłków i zakupy. Wyjątkowo w tym roku zamówiłam ciasta u pani, którą polecają sąsiadki, bo im od kilku lat piecze ciasta. Całe szczęście udało mi się dopisać na jej listę, która jest naprawdę długa. Myślałam, że skoro jest moda na pieczenie i gotowanie samemu to wszyscy tak robią, przynajmniej od święta, a tu proszę. Zresztą jak nam zasmakuje, to może w przyszłości też będę u niej zamawiać, tym bardziej, że menu ma długie, a ceny bardzo fajne. W robienie samemu wędlin też się w tym roku nie bawię. Kupię kilka rodzajów szynek i kiełbas i wystarczy. Do tego oczywiście jakieś serki i warzywa. Pewnie i tak się wszystkiego nie przeje i będziemy wykańczać po świętach.

Z innych bieżących rzeczy – kartki wysłałam, serwetki do koszyczka poprałam, bukszpan muszę kupić.

To tyle, bo trzeba wracać do pracy.

Wesołych Świąt !!!!!!!!!!

Promocje

Wiele osób twierdzi, że życie w dużym mieście jest droższe niż w małym. Ja tak nie uważam, tzn. jest tak bodajże tylko jeśli chodzi o zakup nieruchomości. O tak, to na pewno, choć w miejscowościach turystycznych i uzdrowiskowych jest jeszcze drożej. Poza tym, moim zdaniem jest taniej. Co więcej, często spotykam się z tym, że właściciele sklepów w małych miejscowościach zaopatrują się właśnie w marketach, zwłaszcza w czasie promocji i wyprzedaży. Dlaczego? Bo jest taniej niż w hurtowniach spożywczych. Moja mama, która jest miłośniczką kupowania w małych sklepach, ze względu na „świeższe i lepsze produkty” kupowała tam kiedyś często pewien serek. Jak sama przyznała, jest drogi, ale to dlatego, że jest smaczny, naturalny, nie napakowany konserwantami, pochodzi ze sprawdzonej mleczarni i w ogóle skowronki. Zdziwiła się, kiedy jej znalazłam ten sam serek o połowę tańszy w markecie i powiedziałam, że pewnie pani ze sklepiku u nich się zaopatruje. Żeby nie było. Nie jestem przeciwniczką małych sklepów. Sama często robię u nich zakupy, kiedy nie chce mi się iść do większego. Bardzo lubię warzywniaki, które się zaopatrują na giełdach rolniczych. Ale uważam, że właśnie przez markety i większą konkurencję życie w mieście jest tańsze. Przykład miałam nawet wczoraj. Zepsuło mi się żelazko. Ponieważ służyło mi już wiele lat, postanowiłam go nie naprawiać tylko wymienić, bo zapewne koszty naprawy byłyby niewiele niższe (o ile w ogóle) od nowego. W jednym z marketów trafiłam na wyprzedaż. Kupiłam żelazko za cenę dużo mniejszą niż w innych sklepach (widziałam ten model w trzech, w których wcześniej byliśmy, o jakieś 120 procent droższy) i o prawie połowę mniejszą (z kosztami przesyłki) iż w necie na najpopularniejszym serwisie 🙂 Jak widać nie trzeba brać żadnej pożyczki chwilówki, żeby sfinansować nagłe awarie. Wystarczy poszukać jakiejś promocji. Co prawda kusiły mnie dużo droższe modele, wyglądające raczej jak prototypy z jakiejś wystawy i żelazka parowe (na które się nie skusiłam z obawy przed wilgocią w domu spowodowaną nadmiernym parowaniem), ale ostatecznie doszłam do wniosku, że żelazko to żelazko i tak wyprasuje bez względu na ilość pokręteł 🙂 Z drugiej strony należy uważać, żeby podczas takich promocyjnych zakupów zbyt dużo niepotrzebnych rzeczy nie trafiło do naszego koszyka, bo oszczędność może okazać się pozorna. Co prawda zapewne wykorzystamy te dodatkowo kupione rzeczy (pewnie głównie poprzez konsumpcję), ale skoro ich nie kupiliśmy w innym sklepie to znaczy, że nie były nam potrzebne 🙂 Osobiście przed świętami lubię chodzić na zakupy z karteczkami. Nie marnuje mi się później niepotrzebnie jedzenie kupione „na wszelki wypadek”, „bo może wykorzystam nowy przepis”, „a może by to spróbować”.

Miłych zakupów przed świętami. Wiem, że w tym roku są przed pierwszym, ale nie wydajcie wszystkiego 😉

Weekend

Zima, zima i po zimie. Na szczęście ochłodzenie było krótkotrwałe, a dziś już z powrotem mamy piękną, słoneczną pogodę. Nawet prania nie muszę już suszyć w domu 🙂 Jeszcze trochę, a będzie można posiedzieć z kawką na dworze, bo na razie jednak jest za chłodno.

Weekend spędzę na spacerowaniu po galerii w poszukiwaniu prezentów na… Dzień Kobiet. Nie, nie dla siebie. Dla szkolnych koleżanek dziecka. Gorzej, że nie mam pomysłu i nikt nie chce nic podpowiedzieć. Wychodzi więc na to, że trzeba będzie zdać się na przypadek i łut szczęścia. Może przy okazji sobie coś fajnego znajdę 😉

A tymczasem – wolne 🙂 Aż do poniedziałku 🙂