Znowu to samo

Znowu to samo, jak co roku. Patrzę do kalendarza jak co dzień i nagle mnie olśniewa: połowa listopada, znaczy, że za dwa tygodnie Andrzejki a za półtora miesiąca Sylwester! Pewnie najlepsze knajpki już zajęte. Najlepsze znaczy optymalne jeśli chodzi o zabawę i cenę. Nie należę do ludzi, którzy z okazji kilkugodzinnej imprezy wydadzą na nią kwotę, za którą można by wyjechać gdzieś na tydzień (tu gwiazdka: nie dotyczy Sylwestra, bo wtedy ceny szybują w górę). Nie jest to wyrazem skąpstwa, ale zdrowego rozsądku. Po zsumowaniu wydatków na taką imprezkę dla dwóch osób i dodaniu do tego ceny ciuchów, i zapewne butów, torebki i fryzjera, bo jak się już zacznie wydawać, to jakoś tak kolejne kwoty z lżejszym sercem „uciekają”, wychodzi pokaźna suma.

Z doświadczenia też wynika, że przyjemnie zorganizowany czas mija bardzo szybko, więc po chwili budzimy się w pierwszy dzień nowego roku z lekkim bólem głowy, nóg i pustym portfelem. Poza tym chyba się starzeję. Od kilku lat straciłam zainteresowanie dużymi imprezami. Już mnie nie bawią tak jak kiedyś. Domówka, np. z grillem – ok, albo jakiś romantyczny wyjazd, ale bal… hmm… no nie wiem. Co innego jakaś potańcówka w gronie znajomych w małym lokalu, z dobrym żarciem…

Tyle, że jak już wspomniałam, miejsca w 3 takich fajnych knajpkach, są zwykle zarezerwowane od września. Kilka razy zdarzyło mi się też być na imprezce w rynku. Wtedy mi się nawet podobało, choć ktoś przypalił mi fajką kurtkę, więc może jednak coś innego. Zdaje się, że najlepiej po prostu obdzwonić znajomych i pospraszać, albo znaleźć jakiś miły pensjonat nad morzem albo nad jeziorem i wybrać się na wycieczkę… Czas skonsultować temat.

A przy okazji muszę przejrzeć moje imprezowe ciuchy i błyszczącą biżuterię. O ile zwykle nie przepadam za takimi ozdobami, o tyle w Sylwestra robię wyjątek 🙂 To wyjątkowy dzień.