Takie tam z ostatnich dni

No to Andrzejki już za nami. Była domówka, w miłym towarzystwie, więc udało się doskonale spędzić czas nie nadszarpując finansów przed grudniowymi wydatkami.

Do szaliczka, którego zdjęcie zamieściłam poniżej, dorobiłam czapkę, a teraz biorę się za ozdoby choinkowe, bo w zeszłym roku moja choinka nie była na tyle ozdobiona, na ile bym sobie życzyła. Miałam dokupić bombki, ale wpadłam na pomysł samodzielnego zrobienia „poduszeczkowych” ozdób. A jeśli nie wyjdą, to jeszcze będę miała czas coś zakupić.

Pojutrze Mikołajki. Muszę jeszcze trochę słodyczy dokupić do paczek i wszystko ładnie zapakować.

Co poza tym? Hmm… no nie wiem. Po staremu. Przydałoby się trochę śniegu, żeby przykrył szarość na dworze. Mrozik jest, więc miałby szanse ciut dłużej poleżeć. Dzieciaki by się ucieszyły…

Znowu to samo

Znowu to samo, jak co roku. Patrzę do kalendarza jak co dzień i nagle mnie olśniewa: połowa listopada, znaczy, że za dwa tygodnie Andrzejki a za półtora miesiąca Sylwester! Pewnie najlepsze knajpki już zajęte. Najlepsze znaczy optymalne jeśli chodzi o zabawę i cenę. Nie należę do ludzi, którzy z okazji kilkugodzinnej imprezy wydadzą na nią kwotę, za którą można by wyjechać gdzieś na tydzień (tu gwiazdka: nie dotyczy Sylwestra, bo wtedy ceny szybują w górę). Nie jest to wyrazem skąpstwa, ale zdrowego rozsądku. Po zsumowaniu wydatków na taką imprezkę dla dwóch osób i dodaniu do tego ceny ciuchów, i zapewne butów, torebki i fryzjera, bo jak się już zacznie wydawać, to jakoś tak kolejne kwoty z lżejszym sercem „uciekają”, wychodzi pokaźna suma.

Z doświadczenia też wynika, że przyjemnie zorganizowany czas mija bardzo szybko, więc po chwili budzimy się w pierwszy dzień nowego roku z lekkim bólem głowy, nóg i pustym portfelem. Poza tym chyba się starzeję. Od kilku lat straciłam zainteresowanie dużymi imprezami. Już mnie nie bawią tak jak kiedyś. Domówka, np. z grillem – ok, albo jakiś romantyczny wyjazd, ale bal… hmm… no nie wiem. Co innego jakaś potańcówka w gronie znajomych w małym lokalu, z dobrym żarciem…

Tyle, że jak już wspomniałam, miejsca w 3 takich fajnych knajpkach, są zwykle zarezerwowane od września. Kilka razy zdarzyło mi się też być na imprezce w rynku. Wtedy mi się nawet podobało, choć ktoś przypalił mi fajką kurtkę, więc może jednak coś innego. Zdaje się, że najlepiej po prostu obdzwonić znajomych i pospraszać, albo znaleźć jakiś miły pensjonat nad morzem albo nad jeziorem i wybrać się na wycieczkę… Czas skonsultować temat.

A przy okazji muszę przejrzeć moje imprezowe ciuchy i błyszczącą biżuterię. O ile zwykle nie przepadam za takimi ozdobami, o tyle w Sylwestra robię wyjątek 🙂 To wyjątkowy dzień.