W końcu majówka :)

Już jutro dzieciaki mają wolne, co prawda odrabiane za miesiąc, ale zawsze to 5 dni laby. Nie wyjeżdżamy nigdzie na cały długi weekend, bo straszyli niepewną pogodą i zaplanowałam już małe prace domowo – ogrodowe. Ale żeby urozmaicić ten czas, wybierzemy się na wycieczkę w Święto Pracy. Akurat na ten dzień zapowiadają najładniejszą pogodę, więc pasuje.

Dziś rano obudziłam się rozbawiona snem, bo przyśniło mi się, że byłam na stacji benzynowej i do benzyny rozdawali dodatki w postaci kawy albo kotylionów. A ja na to, że poproszę kotylion, bo Młody miał do szkoły dziś przynieść. Obudziłam się i stwierdziłam, że rzeczywiście czytałam kiedyś informację, że ma przynieść, ale nie zrobił. Więc kiedy Młody jadł śniadanie zrobiłam mu dwa, bo nie mogliśmy dojść do porozumienia czy czerwony ma być na zewnątrz, a biały w środku czy na odwrót. Sprawdziłam później w necie i co prawda przeważają te białe na zewnątrz, ale zgodności nie ma. Ba, są nawet czerwono – biało – czerwone. Przypnie więc sobie ten, który będzie wolał, a drugi pewnie dostanie się któremuś koledze, bo jak znam klasę, połowa nie będzie miała…

Miły dzień trwa nadal, bo dziś dostałam długo wyczekiwany list 🙂 Na szczęście go nie wyrzuciłam, co było realną groźbą, bo zaplątał się w gazetki reklamowe, które zwykle od razu wyrzucamy, ale mój Mężczyzna tym razem je zostawił, bo czegoś tam szukał.

Oby tak dalej. Miłego dnia wszystkim życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.