Zalew w Zagórzu Śląskim – moje wakacyjne rozczarowanie

To moje największe …

To moje największe rozczarowanie tegorocznych wakacji. Kiedyś tam byłam na kajakach. Było całkiem sympatycznie. Zalew jest między górami. Można stamtąd dojść do Zamku Grodno. Cisza, spokój, sielska atmosfera. Można pochodzić po zaporze, przejść się mostem wiszącym (i nieźle się kołyszącym). Ostatnio po kilku latach pojechaliśmy tam znowu. Woda – JEDEN WIELKI SYF: śmierdząca, cała pokryta warstwą gnijących traw, butelek i innych śmieci. Oczywiście zakaz kąpieli, mimo wydzielonego kąpieliska (w którym nota bene mnóstwo osób się kąpie; osobiście bym się bała, bo to ryzyko dla zdrowia a może i życia). Jest tam wypożyczalnia kajaków i rowerków wodnych, a jakże. Drogie to jak cholera. Jak sobie te rowerki pływają, to wygląda jakby jeździły, bo tafla nie wygląda na wodę, tak jest zanieczyszczona. Co więcej komercja na całego. Nie wiem jak to się stało, ale właścicielowi dużego pensjonatu i działki nad zalewem sprzedano most wiszący (!!!) przez zalew, no i teraz jest otwarty tylko do 19:00, a za przejście trzeba zapłacić 2 złote!!! Gdyby więc po 19:00 ktoś zszedł tą drogą z zamku, to żeby się dostać na drogę publiczną, będzie musiał robić kilka kilometrów przez zaporę. Chore!!!

A wisienką na torcie jest to, że ten Zalew to ujęcie (choć zdaje się rezerwowe) wody pitnej dla Świdnicy. I jak tam byłam ostatnio, obowiązywał w ogóle zakaz kąpieli… Bon appetit, Świdnico.