Po weekendzie

Realizując (w bardzo ograniczonym zakresie) moją ostatnią ochotę na podróże, wybraliśmy się w weekend do rodziny. Miałam ochotę na odwiedziny i pojeżdżenie na rowerze po górkach (bo tydzień wcześniej siostra narobiła mi ochoty opowiadając o swoich przejażdżkach). Już wyjeżdżając z domu nabrałam wątpliwości czy to na pewno TEN weekend, bo było chłodno, pochmurno i padała mżawka. W połowie drogi, kiedy zaczęło padać, upewniłam się, że trzeba było przełożyć wyjazd o tydzień (prawdopodobnie tyle wystarczy dla poprawy pogody, bo już dziś jest o niebo lepiej), ale gdy dojechaliśmy na miejsce w naszych wiosennych butach i ciuchach, zrobiliśmy wielkie oczy. Panowała gęsta mgła, a po chwili zaczął prószyć śnieg: mokry, ciężki, pod którym uginały się krzewy i drzewa iglaste. Ech, to moje szczęście do podróży. Posiedzieliśmy za to w ciepłym domku i pogadaliśmy. Przy okazji wyszło moje ostatnie roztrzepanie – na komodzie w przedpokoju została torba z książkami, które miałam oddać i – co gorsza – z moją bielizną nocną. Dobrze, że to tylko jedna noc. Muszę się postarać i bardziej profesjonalnie zorganizować wyjazd na długi majowy weekend 🙂