Chyba się starzeję

Chyba się starzeję. To znaczy starzeję się na pewno każdego dnia i z każdą minutą, ale czasem jest to mniej, a czasem bardziej widoczne, czy też odczuwalne. Dziś rano „oświeciło mnie”, że idę na coraz większą ilość kompromisów, co kiedyś mi się nie zdarzało. Niby teraz lepiej wiem czego chcę, a czego nie, ale często wybieram gorsze rozwiązania, na zasadzie, że lepiej mieć mniej, gorzej niż wcale. Czasem jest to uzasadnione, a innym razem wychodzi później, że jest to totalnie głupie i frustrujące.

Żeby nie było, że gadam tak abstrakcyjnie i bez sensu, mały przykład. Kupiliśmy kiedyś wypasiony ekspres do kawy, takiej prawdziwej, którą ten ekspres zmieli i zaparzy pyszną kawkę. No i jeszcze podgrzeje i spieni mleczko do niej. Był używany intensywnie przez parę tygodni, a później dla zaoszczędzenia czasu tylko w weekendy. Ostatnio jeszcze rzadziej. Parę tygodni temu wymieniliśmy go na urządzenie „nie dla idiotów”, albo „dla idiotów” – jak kto woli – czyli na taki mały ekspresik na kapsułki. Zyskałam sporo wolnej przestrzeni i urządzenie, którego używam, bo co prawda nie robi tak „ekskluzywnej” kawy, ale smaczną, szybko i bez problemów ze sprzątaniem. Niewątpliwie jest to kompromis, ale taki, który nam wyszedł na dobre (póki co). Co nie zmienia faktu, że jeszcze kilka lat temu wolałam rozwiązania lepsze, choćby były trudniejsze, bardziej czasochłonne, itd.

Innym kompromisem było wyrażenie zgody na telewizor w sypialni. Wrrr… To był zdecydowanie zły pomysł. Nie dość, że teraz budzi mnie w nocy i muszę go wyłączać, gdy mąż już sobie smacznie śpi, to w dodatku nie mogę sobie spokojnie poczytać wieczorami. A przynajmniej nie w łóżku. Kiedyś nie zgodziłabym się na to, a dziś…

Kiedyś wykłócałabym się też do upadłego, że nie założę konta na fb, bo uważam to za stratę czasu, dziecinadę i w ogóle ingerowanie w moją prywatność, która jest moja i tylko moja. Dziś założyłam, bo tego wymagała szkoła dziecka… A właściwie kontakt z nauczycielami, innymi rodzicami, bycie na bieżąco z ogłoszeniami. Co prawda nadal potrafię się uprzeć, ale jakoś zwykle po prostu mi się nie chce.

A ponoć na starość ludzie robią się bardziej uparci. Ja odnoszę wrażenie, że robię się bardziej „rozlazła”. Hmmm… Może to jednak jeszcze nie starość… Tylko straszne rozleniwienie…