Chomikowanie

Jestem wyjątkiem wśród rodziny i znajomych jeśli chodzi o chomikowanie. Większość osób, które znam – i nie chodzi mi tylko o osoby starsze – ma tendencje do „archiwizowania” różnych rzeczy. Skutek jest taki, że piwnice, strychy, balkony, szafy i szafki (zwłaszcza te, do których jest utrudniony dostęp) są wręcz zapchane starociami, mniej lub bardziej używanymi, których jednakże od dawna się nie używało. Kiedyś przy okazji remontu dachu, poszłyśmy z mamą na strych, gdzie musiał być zrobiony porządek, żeby wymienić dachówki i się za głowy złapałyśmy. Były tam rzeczy wyniesione chyba z 50 lat temu, bo szkoda było wyrzucić: stare maszyny do szycia albo raczej ich części, rozłożone meble systemowe (pewnie nie kompletne), materace, żelazka, wanienki dziecinne, łóżeczka, gazety itd. można by wymieniać w nieskończoność. Zamówiłyśmy kontener i zabrałyśmy się za wielkie wyrzucanie, a co było przydatne do spalenia, wylądowało w piwnicy. Chomikowanie to nie jest jednak tylko domena starszych. Moja Dziecina też nie pozwala wyrzucać zabawek, nawet tych, którymi się od wielu lat nie bawi. O każdej zabawce pamięta, z każdą ma związaną jakąś historię i nie wolno nic ruszyć. Od czasu do czasu robi przeglądy w pudłach szukając czegoś i przy okazji sprawdza czy wszystko jest. Doprawdy nie wiem, jak przy takiej ilości choćby samochodzików, potrafi się w tym połapać, ale daje radę. Żeby do angielskiego miał taką pamięć… Albo do historii. No ale wracając do tematu, złapałam się na tym, że też niektórych rzeczy nie potrafię wyrzucić, choć nie mam z tym zwykle problemów bo nie lubię zagracania. I sentymenty na bok. Ale żal mi np. takich starych, zdekompletowanych mebli, które gdzieś jeszcze nam się walają, z czasów jak się urządzaliśmy i zwoziliśmy od rodziców pojedyncze rzeczy. Gdyby to były jakieś graty z lat 80-tych, oklejone „papierową” okleiną, to już dawno by ich u nas nie było. Ale „w darze” swego czasu dostaliśmy kilka drewnianych mebelków, które co prawda do niczego nam już nie pasują, ale są tak solidnie wykonane, że szkoda mi ich wyrzucić. Tym bardziej, że żadne robactwo ani wilgoć się do nich nie przyczepiły. Mam wrażenie, że gdyby wziąć jakieś narzędzia czy maszyny stolarskie, to można by je pięknie wyczyścić, później zabejcować pod kolor naszych mebli, polakierować i już by przypasowały; zwłaszcza do postawienia samodzielnie np w łazience czy przedpokoju. Mam też fajną, solidną ławę, którą marzy mi się przerobić na kwietnik. Tylko kiedy ja to zrobię? Jak zwykle mam mnóstwo planów i mało czasu na ich realizację…