Mapa

Kiedyś, jeszcze w podstawówce i liceum wisiała u mnie na ścianie mapa, na której miałam zaznaczone wszystkie miejsca, w których byłam, no i oczywiście przy okazji wyjazdów czy wycieczek zaznaczałam następne. Miałam ambicje zaznaczyć wszystkie miejscowości w Polsce, no może prawie wszystkie, bo bez sensu byłoby jeździć po miejscowościach, o których nic nie wiem, tylko po to, żeby tam być; ale powiedzmy wszystkie interesujące historycznie (to mój konik) lub turystycznie, przyrodniczo. No i oczywiście bezwzględnie wszystkie Parki Narodowe. Nie zaznaczałam oczywiście miejscowości, w których zatrzymywaliśmy się np tylko po to, żeby kupić pieczywo albo obiadek. Później mapa została zwinięta i schowana, i właśnie ostatnio ją znalazłam. Nie mogłam powstrzymać się przed naniesieniem na niej aktualności. Wyszła z tego naprawdę imponująca sieć, aż trudno mi było uwierzyć, że w tylu miejscach byłam. Na co dzień jakoś się tego nie pamięta i o tym nie myśli. Ale niestety z Polski zrobił mi się trochę rogalik, bo okazało się, że południowo-wschodnia Polska to dla mnie teren dziewiczy. Na południowy – wschód najdalej byłam w Wieliczce, pominęłam linię Kielce – Łódź, byłam w stolicy, odwiedziłam Mazury, ale teren poniżej Białegostoku już nie. A pięknych miast tam przecież mnóstwo. Ponieważ ze mnie wakacyjnie – wodne zwierzę, więc część urlopu muszę spędzić nad wodą. Ale pozostałą część zamierzam wykorzystać na zwiedzenie nieznanego. Aktualnie wertuję internet w poszukiwaniu ciekawych miejsc, nanoszę je na mapę i tworzę optymalną trasę. Oczywiście nawet się nie łudzę, że jednorazowo nadrobię zaległości, ale chcę zrobić jakiś spory krok w przód. Bo tak sobie myślę, że to wstyd zwiedzić Europę, a nawet trochę dalsze regiony, a nie poznać własnego kraju… O ile mnie tu nie podtopi, bo leje niemiłosiernie…

A na koniec trochę humoru. Była u mnie wczoraj Siostra ze swoją Małą. Przymierzałyśmy kiecki, których nie noszę i które chciałam oddać na Czerwony Krzyż. W pewnym momencie Mała mówi do mnie: przydałaby ci się kopertownica. Na początku nie bardzo wiedziałyśmy o co jej chodzi. A chodziło o kopertówkę 🙂 Mała modnisia.

PS. Póki co mam na trasie Nowy Sącz, Krosno, Sanok, Solinę, Ustrzyki, Rzeszów, Łańcut i Zamość, choć przypuszczam, że będę musiała robić cięcia, bo nie dam rady tyle objechać w tempie, które pozwoliłoby mi na rozejrzenie się i podziwianie.