Połowa wakacji

Młody po kolonii stracił zapał do wyprowadzania psów sąsiada, więc jak widać testy się jednak przydały 🙂 Na pocieszenie dostanie rybki. Nie wymagają tyle opieki, a zawsze to jakiś zwierz w domu. Może być bojownik, jeśli zwierz ma być obronny 😉 Choć nie wiem czy nie będzie płaczu jak zeżre inne rybki. Bo do Młodego jeszcze nie dociera, że czasem life is brutal…

Ja ze swej strony mam za sobą już robienie dżemów (poza śliwkowymi oczywiście) i ogórków. Na przyszłość zostają jeszcze pomidorki, patisony, dynie i pasty paprykowe – to mój hit z zeszłego roku, doskonały do mięs i na kanapki.

Skończyłam już też z lawendą. W tym roku tradycyjnie ususzyłam trochę bukietów i kilka saszetek do szafy. Nie robiłam za to oliwki do kąpieli, bo w zeszłym roku tyle jej narobiłam, że jeszcze została, mimo że dodaję ją dość często do kąpieli i do maseczek do włosów (z olejem kokosowym i cytryną).

Teraz w pracach „przetwórczych” mam okienko, więc wykorzystuję je na poleniuchowanie z książką na świeżym powietrzu.

A Młody ma skwaszoną minę, że już połowa wakacji minęła. Pocieszam go, że zostało jeszcze dwa razy więcej wolnego niż w czasie ferii zimowych, więc jest się z czego cieszyć 🙂

Pies

Milusiński chce mieć psa. Deklaruje, że będzie się nim zajmował: karmił, poił, czesał, tresował, chodził na spacery i sprzątał. Wredna matka nie uwierzyła. Spotkawszy na spacerze starszego pana, niemal sąsiada, wyprowadzającego nie bez trudu trzy pieski, zadeklarowała pomoc Milusińskiego w codziennych spacerkach. Zobaczymy jak długo Milusiński będzie konsekwentny w swoim postanowieniu 🙂 Milusiński skwitował: „testy w szkole, testy w domu; co za czasy, nikt nie chce wierzyć na słowo” 🙂