Szczęście czy pech?

Mam w rodzinie osoby strasznie przesądne, które komplikują sobie życie wierząc w jakieś tam zabobony i uważając, że nie można się śmiać z tego w co kto wierzy. Zasadniczo, ja się nie śmieję, ale żal mi ich, że tak utrudniają sobie życie. Przykład: czarny kot przebiega sobie spokojnie przez drogę, a taka osoba zawraca samochód albo wraca się i kluczy po bocznych uliczkach (w zależności od tego czym się akurat porusza). Pewnie gdybym sobie takiego kotka sprawiła do domu, tych członków rodziny u siebie w odwiedzinach bym nie zobaczyła, bo istniałoby zbyt duże ryzyko przecięcia drogi kotu. A co ten biedny zwierzak zawinił? Stłuczenie lustra dla nich to w ogóle jakaś masakra i tragedia życiowa. Te osoby, które uważają się de facto za bardzo religijne (i nieważne, że religia zabrania wiary w zabobony), bardzo uważają też na to co robią w 13 dni miesiąca – żeby się nie narażać, a zwłaszcza gdy 13 przypada w piątek. Pamiętam, gdy umówiłam się na pierwszą randkę na 13 w piątek (zresztą umawiając się nie skojarzyłam jaki to dzień, nie żebym była przekorna, ale było mi to obojętne), nikt nie wróżył nam długiego związku, raczej krótki i nieszczęśliwy. Tymczasem stało się zgoła inaczej 🙂 Ale co z tego, do dziś nie dociera do nich informacja, że nie dzień czy liczby się liczą, tylko osoby i intencje. Dla nich wyjaśnieniem jest tylko to, że mieliśmy akurat szczęście. Dziś nasza kolejna rocznica pierwszej randki 🙂 Kolejny piękny dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.