Rozmowa

Wiem, wiem, blog miał być ukierunkowany. Ale póki co będę pisać co mi „głowa do palców przyniesie”, bo nadal nie mam koncepcji, to znaczy mam, ale jak zaczynam ją w myślach rozwijać, to zaraz pojawia się inny, równie ciekawy temat i pytanie: po co się ograniczać? Może powinnam otworzyć kilka blogów i po prostu podzielić moje myśli pomiędzy nie? No zobaczymy w przyszłości. No ale jak zwykle odbiegam od tematu i zaraz się okaże, że muszę zmienić tytuł, bo nie pasuje do treści. A miało być o rozmowie.

Bo nie wiem, czy wszyscy tak mają, ale moje dzieci uwielbiają się wcinać do rozmowy. Standardem jest, że wszelkie pytania, wątpliwości i problemy przychodzą im do głowy właśnie wtedy, gdy rozmawiam przez telefon, powodując konieczność „rozmawiania na dwa fronty” lub uspokajania maluchów – w zależności od tego z kim rozmawiam. Poza tym wcinają się również jak rozmawiamy z J. I nie to, że nie są uczeni, że to niegrzecznie. Są. I wykorzystują zdobytą wiedzę w praktyce, np. kiedy mówimy im co mają zrobić, a oni zaczynają snuć swoje filozofie, albo użalać się nad swoim nieszczęściem w postaci konieczności słuchania poleceń, kiedy już nie wytrzymujemy i im przerywamy mówiąc np. „Przestać tyle gadać, do lekcji” albo „Po prostu zrób to” albo „Każdy ma swoje obowiązki” to od razu jest larum: że przecież się nie przerywa, a oni biedni nie mogą w tym domu nic powiedzieć, nie mają głosu, itp. Nawet ostatnio. Rozmawialiśmy z J. na temat na pozór mało ciekawy dla dzieci jakim są lokale usługowe we Wrocławiu, no bo dopóki nie sprecyzuje się, że chodzi o lodziarnię, cukiernię czy pizzerię, to co takiego dzieciaka może to obchodzić. Ale gdzie tam, każdy temat jest dobry, wystarczy tylko złapać odpowiednie słówko, bo rozmowa zeszła na temat oferty jakiejś spółki z o.o. (już nie pamiętam nawet której) i jej pracownika. Jak Młody usłyszał tylko zoo, to od razu: „to koń”. Pytamy „co za koń?”, a on że przecież mówiliśmy o zoo 🙂 Na co J. że „nie koń tylko żyrafa”, a Młody pokazując, że wie o czym rozmawiamy i z pełną powagą: „ooooooooo, to wyższe stanowisko, dużo wyższe” 🙂 No i gadaj tu z takim… Mówią, że mądrość przychodzi z wiekiem, a tu proszę, potwierdzenie faktu, że to wiedza przychodzi z wiekiem, a mądrość to cecha wrodzona, którą ewentualnie można rozwinąć pod wpływem tej wiedzy, albo wprost przeciwnie, stracić. Tak czy inaczej – dzieci to sprytni rozmówcy i uważni słuchacze, nawet kiedy wydaje nam się, że zajmują się czymś innym i tak wiedzą co się dzieje, i o czym rozmawiamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.