Ogarnęłam się

Matka pracująca i wracająca późno ogarnęła póki co obiady 🙂 Gotuję je po prostu wieczorem – dania, które „mogą postać” np. zupy, gołąbki, gulasze, leczo, klopsiki, itd. po czym lądują w lodówce. Na drugi dzień, jak wrócę, albo wcześniej jak rodzinka zgłodnieje, są odgrzewane i nie ma już jedzenia obiadów o 19stej 🙂 Ostatnio ugotowałam nawet ziemniaki, a na drugi dzień wrzucili na patelnię, posypali ziołami i podsmażyli. Ponoć były pyszne. No ja myślę, skoro się nie załapałam 😉 Zresztą niektórych dań robię więcej, żeby były do odgrzania na dwa dni, a wtedy mam „wolne”, znaczy mam czas, żeby np. poprasować zaległości. Całe szczęście, że ktoś wymyślił pralkę i zmywarkę 🙂 Czekam jeszcze na automatyczne żelazko i poważnie zastanawiam się nad zakupem robota do odkurzania. Pewnie, że nie posprząta tak dokładnie jak człowiek, bo ja odsuwam meble, żeby wszystkie „koty” odkurzyć, a on się tam nie wgramoli, ale zawsze to będzie trochę lepiej.

W pracy wszystko w najlepszym porządeczku. Aż się boję tak pisać, żeby nie zapeszyć, bo różnie to bywa, ale jest naprawdę OK 🙂 przynajmniej z mojego punktu widzenia, bo rodzinka oczywiście narzeka, że za długo mnie nie ma.

A wkrótce wakacje 🙂

Miłego dnia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.