Karnet

Dwa tygodnie temu kupiłam karnet na basen i twardo trzymam się planu, żeby 3 razy w tygodniu pływać. Co prawda bywają chwile, kiedy serdecznie mi się nie chce, ale uparłam się. To i tak niewiele ruchu w porównaniu do czasu spędzanego w pozycji siedzącej. A o kręgosłup trzeba zadbać. No i może uda się trochę figurę poprawić przed wakacjami… Muszę tylko jeszcze wybrać się do fryzjera i zmienić fryzurę na wygodniejszą, bo tak na szybko pod suszarkami na basenie nie da się jej ogarnąć i wychodzę z szopą jakbym wsadziła palec do kontaktu. Niestety moje włosy wymagają odżywek i suszenia na szczotce, albo potraktowania prostownicą do włosów. Bo, na marginesie, nie znoszę pływać w czepku. Zastanawiam się też czy sobie nie dobrać lekcji doskonalących pływanie, bo jak porównuję się do przeciętnych uczestników basenowego relaksu, to dochodzę do wniosku, że ja tak naprawdę nie potrafię pływać. Umiem tylko utrzymać się na wodzie przez chwilę machając jakoś tam kończynami.

Cieszę się, że dziś już piątek. Zwykle nie dołączam się do tego szaleństwa pod tytułem: piątek, piąteczek, bo co tu kryć – lubię chodzić do pracy. Ten tydzień jakoś jednak dał mi w kość. A może to ta pogoda… każdego dnia inna. Nie wiem, ale chcę odpocząć. Z tego co zapowiadają mogę mieć nawet nadzieję na wylegiwanie się na świeżym powietrzu z książką.

To by było tyle krótkiej notatki na koniec pracy, w oczekiwaniu na przygotowanie korespondencji, bo dziś moja kolej na przechadzkę na pocztę. Nie, żebym naciągała pracodawcę i blogowała w czasie, gdy powinnam pracować. Właściwie powinnam wyjść prawie pół godziny temu, ale inni się guzdrają, a ja z dobroci serca czekam 🙂

Miłego weekendu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.