Jutro

W końcu, jutro zaczynam pracę. Wszystko się przesunęło niemiłosiernie. Pocieszające jest jedynie to, że będzie wypłata przed świętami, chociaż sądziłam, że przepracuję przed nimi długo ponad miesiąc. Za to posprzątałam na błysk wszystko, co sprzątam od czasu do czasu. Co tam, że do świąt daleko. Powywalałam wszystko z szaf i szafek i pomyłam dokładnie w środku. Przy okazji powyrzucałam zbędne szpargały, których się znowu nazbierało. W ten sposób odciążyłam wiele półek i szuflad. Zasiliłam też punkt Czerwonego Krzyża pokaźnym workiem z ciuchami, które już na nas nie pasują. Umyłam kafle w łazience i okna, pozmieniałam i poprałam firany i zasłony. Podłogi w całym domu potraktowałam środkiem do regeneracji, przez co błyszczą się jak… hełm Dartha Vadera 😉 opłaciwszy jednak pracę wielkimi siniakami na kolanach, bo jechałam całość na klęczkach, żeby było idealnie. Na „tuż przed świętami” zostało więc tylko tradycyjne sprzątanie, z którym rodzina powinna sobie poradzić, a ja w tym czasie zajmę się gotowaniem i pieczeniem. A tymczasem gotuję ostatni w roboczym tygodniu obiad „na spokojnie”. Od jutra będzie trzeba wrócić do gotowania wieczorem, żeby było na drugi dzień do odgrzania. Za to będzie więcej kasy w domu, więc i większy spokój, bo mało jest rzeczy tak frustrujących jak pustka w portfelu po opłaceniu rachunków. A jak ktoś twierdzi, że pieniądze szczęścia nie dają, to ja chętnie przyjmę darowiznę od niego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.